streetlife

Ludziom może być potrzebne takie coś, co ich pozytywnie zaskoczy. Na przykład taki szczur – co ty szczur?, a i wiosna razem z nim,  młodość za rogiem. Dobry sen, jak na drodze w górną część Polski. Za kółkiem ona niczym niestrapiona, a w śnie głęboko zanurzony on i zmęczony. Gramy z czasem w chowanego na czas. Widok z widokówki, dom i drzewo chmura, a za nią druga i tak dalej do znudzenia. Tam w najbliższych krzakach też żyje coś.

W drodze. Dom wydaje się tylko jeden, albo gdyby nie istniał. W pamięci jest pierwszy każdy raz, zazdrość, że on lepiej gra w kosza, zawsze trafia, a taki brzydal. No może nie aż tak, ale dlaczego tak gra, zawsze trafia. Ona nie wie, że mi się podoba? Muszę jej to zaśpiewać? Na jednej dyskotece nie mogłem być już bliżej. Byłem jakby mąż. Nic z tego. Wyobrażałem sobie klip z MTV, a wyszło disco polo jak zwykle. Leciała Nirvana, a to zły znak, w obie strony. Koleżanka z jej klasy, okazało się po jakimś czasie, głucho telefonowała i w oknie podglądała. Chyba nikt w takim razie nie był na lepszym seansie tragedii antycznej niż ta niema obserwatorka.

Co jeszcze? Matematyka, w rytmie funkcji liniowej miejsca zerowe w głowie i torpeda w radio. Ktoś zapukał omyłkowo. Chciał raz zobaczyć co tak gra. Gromadziłem muzykę jak chomik, ale skąd mógł wiedzieć? W szkole chyba coś chlapnąłem. W przypadku siła.

Pozdrawiam więc Szatana, bo troszkę mnie ruszył w dobrą stronę. Trainspotting na browarze z marketu. Kolejny przystanek V.I.P. był więc w garażu, gdzie dzieciaki kupowały wejściówki na wyłączność. Teraz tak samo ważny jak wtedy. Świat w garażu.

Każda myśl niedbała – jak uścisk dłoni. Kosmos.