GinaSiemanko! Adi napisał do mnie cobym ja wzięła i coś napisała. Tak od siebie, o czym chcę, o porno, muzie, wszystkim; ładne skojarzenia swoją drogą. Właśnie sprawdziłam ,,jak używać średnika?”, i jest ok., jakoś tak intuicyjnie się udało tym razem. Miałam pisać to piszę, z pazurami, którymi się jaram jak dziecko, a które powodują znaczne komplikacje z przyciskaniem klawiszy pojedynczo i szybko za razem. Z mózgiem jakiegoś dziwnego ciśnienia, inspiracji, pomysłów, efektu zjarania? A może to tylko kaloryfer, który pompuje gorące powietrze i mi szumi nieopodal? Cóż autokorekta nie działa, muszę sama się edytować. Tak, ja wiem, Mac-i i tak są najlepsze.

New York Status, fajne, pomyślałam patrząc na fotę, którą już intuicyjnie zamieściłam obok tego teksu. Moją facjatę, Mnie, Ginę! Ach, aaaach, pamiętacie mnie jeszcze? To pokażę Wam kolorów trochę, no i te pazury, które za 30 $ zrobią Ci po mistrzowsku. Jest już jutro, kolejny piękny dzień. Ciepło, słonecznie i znowu trochę nerwowo. O rzeczywistości w NY można mówić dużo. Bywa wyśmienicie, bywa beznadziejnie, często niepewnie. Szczególnie, jak masz status studenta jedynie, i musisz mocno się starać, żeby go utrzymać. Byłam właśnie w barze, moja szefowa zadzwoniła i mnie poprosiła żebym się zjawiła w tempie, za godzinę. Nie macie pojęcia jakie myśli przychodzą Ci do głowy w drodze. Już Cię namierzyli, deportują w tempie natychmiastowym, a nawet jeśli nie to stracisz robotę i dobre imię. Jest ok, jakieś pierdoły, ale chwilę hardcore’u na dzisiaj zaliczyłam. Także ten, no głowa do góry i do przodu! Keep going! Stay positive!

O tym jak tutaj jest naprawdę, trudno jest pisać, trzeba wziąć i przywlec swoją dupę i zacząć od zera. Dobrym przykładem jest nowa znajoma, Iga. Pani z Telewizji, Pani z TVN-u. Ona przywlekła swoją szanowną i zaczyna od zera. Rzuciła ciepłą, dobrze płatną, dającą cześć, chwałę i splendor pozycję w dziale sprzedaży, porzuciła transakcję na miliony polskich złotych, coby w końcu popierdzielać w Gucci i podpisywać transakcje też na miliony, ale dolców. Ile trzeba mieć w sobie ognia i zapału żeby tak postąpić? No troszkę go potrzeba. Ale wiadomo, kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Na miejscu nie jest różowo, metro śmierdzi i kosztuje całkiem sporo, wszędzie mieszanka językowa, kulturowa, a ludzie choć serdeczni to skupieni na sobie i swoim świecie. Jak już jest troszkę spokojniej, jak już ogarniesz mieszkanie i jakoś wtopisz się w rzeczywistość to musisz znaleźć pracę. Rachunki się same nie zapłacą, a coś zjeść też trzeba, nie wspominając o innych przyjemnościach życia, których nie brakuje, ale bez hajsu jakoś ciężko to ogarnąć. Oczywiście możesz grać durną, ale atrakcyjną, otwartą na nowe znajomości w barze, a driny poleją się same, tylko czy o to w życiu chodzi? Czy twoje ego, jest w stanie znieść tych wszystkich, uśmiechniętych, ale czerstwych baranów? Czy naprawdę sprzedasz się za drina dziewczyno? Ja nie, więc pracę ogarnęłam stosunkowo szybko.

No ale co dzieje się przed? Edytujesz te cholerne CV, które nazywa się resume, i lepiej to pojąć już na początku. Wysyłasz, łazisz, pytasz, i jest! Dostajesz! Chcą Cie! Ale nie do końca, bo nie masz papierów, jesteś studentem bez prawa do pracy. Cudownie prawda? Całe Twoje doświadczenie, kwalifikacje, wszystko chuj, nie masz to nie masz. Spada na Ciebie świadomość realiów i zaczynasz myśleć, co ja tu kurwa robię. Możliwe, że płaczesz, możliwe że się przestajesz odzywać i reagować na otoczenie, na pewno w dupie masz cały ten piękny Nowy Jork i jego uroki. Musisz zarobić hajs i wiesz, że co najmniej 30% populacji tego miasta nie ma żadnych papierów. Bierzesz się w garść, edytujesz CV, pytasz, łazisz i jak masz farta poznajesz kogoś kto Ci pomaga, a jak nie to masz farta po prostu i trafiasz na szefa, który ma papiery w dupie, a jeszcze inna wersja zmusza Cię do fałszywych papierów. Kumasz? Całe to miasto żyje w ten sposób. Gdyby Trump wygrał te wybory, Matko Bosko broń nas, gdyby te jego antyimigaracyjne pogróżki wprowadzić w życie i deportować wszystkich ,,nielegalnych” to Nowy Jork by wziął i pierdolnął. Rozumiesz? Ta metropolia żyje na nielegalu, na opcjach, które albo wykorzystasz, albo Twoja strata- zrobi to za Ciebie ktoś inny. Wielki szwindel, ale państwo nie da się robić w trąbę. Podatki płacą nawet Ci na lewych papierach. Tak, tak in „God we trust” , in God and in taxes;)

Kolejny dzień, a jedyne co napisałam to ,,jestem w wannie, zjadłam sushi, a teraz palę fajki i piję szampana “. Ależ ambitnie, ależ cudownie, c’nie? Otóż nie! Kolejny dzień, zastanawiam się co robić, mój zakupoholizm się odzywa, więc po 5 godzinach snu decyduję się wstać i pojechać na łowy. W międzyczasie łapie mnie potrzeba, wysiadam, idę do restauracji, bo wiem, że mają nielimitowane driny w czasie brunchu, jem, piję, edytuję, gadam przez skypa. Mimosa (szampan z sokiem pomarańczowym) wali raz za razem. Jadę do sklepu- decyduję. Tipuję dobrze, bo jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie, zostawiam 40%, jestem podpita, słońce świeci choć miało padać. Zatrzymuję się po drodze w miejscu z turbo wielkimi, mrożonymi drinkami, bo po tym całym szampanie , a w zasadzie po jego objętości chce mi się sikać znowu. Strawberry frozen daiquiris jest przepyszne i możesz je wzmacniać jak tylko chcesz. Konsumpcjonizm, zatracyzm, nihilizm i jedno wielkie pierdolone szczęście pachnące dolarem, weedem i burgerami. Taki jest Nowy Jork, ma milion twarzy, milion sposobów by wyrazić siebie w tym babilonie i tak kurwa mało czasu. Znam ludzi, pracują po siedem dni w tygodniu, w dwóch pracach, bo tak trzeba, bo kiedyś odpoczną. Wspomagani hektolitrami kawy i koksem tu i ówdzie, przejada te życie. Ja się pytam w imię czego? W imię Ojca, Syna i Dolara Świętego. Kult hajsu, kult ciała, kult piękna. Co ciekawe, standardy standardami, modelki wszędzie- wiadomo. Fashyn-sraszyn i gejoza. Ale czujesz się źle dziewczyno, ze swoimi 10 kilogramami na plus? Chcesz poczuć się jak pieprzona Beyonce, jak Nefretete swojej dzielni, dawaj na Brooklyn bejbe. Będą Cię kochali. Będziesz miała dosyć tych wyrazów uwielbienia, uwierz mi. Zawsze jednak miło Ci będzie, gdy co rano starsi panowie będą Cię błogosławili na resztę dnia, a w zasadzie to jedynie zauważą, że Bóg już Cię pobłogosławił.

No także ten, idę kończyć pranie bo jak wielu z Was zapewne wie, TUTAJ NIE MA PRALEK W MIESZKANIACH! A zamiast gołębi mam mewy pod blokiem. Słońce świeci, plaża niedaleko- żyć nie umierać. Kiedy wrócę, kiedy przyjadę? Nie wiem….Jeszcze nie teraz. Wy wpadajcie. Jest co robić, jest jak to wszystko ogarnąć.

Kocham i tęsknię. Gina