The Big Zawadzki

„W naszym wieku znajomości to już na zawsze.”

„Husbands” Casavettessa jest tym filmem, gdzie niekoniecznie idealnie, ale w tej zamglonej imrowizacji i ciągłej podróży gdzieś tam na kacu, bez planu i w poszukiwaniu szczęścia to jesteśmy my.

Obsadzeni w głównych rolach.

Wszedł w kolejny dzień. Tymi schodami w dół ledwo energicznie jak do domu. Znam go chwilę, a jakby całe życie. Pije na zeszyt lub nie, zależy od pory dnia i nocy. Kupuje mnie uśmiechem i kupuje. Jest zawsze w ruchu, ale tu go nic nie goni. „Włącz doorsów i ten dzień jest mój.” Muzyka, film i inne pierdoły przyciągają nas do siebie. Mamy  wspólny cel – niewidzialny cel. Byłby świetnym barmanem, ale nigdy mu tego nie powiem. Szkoda jego zdrowia. Czas na jego rytuały. Co oznaczają, wolę nie wiedzieć. Im dłużej się znamy tym bardziej uzależniamy się od siebie. Miło dostać raz po raz esemesa, że ktoś tęskni nawet jeśli wcale nie.

„Lubię oglądać z Tobą filmy.” Reżyserów nie znam zbyt wielu. Ale ten JEDEN mi wystarczy. Pracował ze Spielbergiem, więc lepiej trafić nie mogłem. „Vertigo” Hitcha nas pomieszało. Ale On ma w głowie musical, tragikomiczny obraz na polskiej ziemi z kultową polską muzą.

„The Silesian Snakes.” On pierwszy z taką pewnością polubił te wypociny. Pierwsze nagranie Girls in Motion w Alive i ten tekst, że przypomnieliśmy mu jak zajarany był kiedyś ekipą Muńka. Jakiś czas później prawie zagraliśmy przed nimi, ale skończyło się na afterze i kiełbasie z Sydneyem. Gwiazdy życia. A ponoć nie tańczy, nie zagada i nie wyrywa. Wszysko widziałem, dziewczyny Go kochają.

11.01.2016. Dzień, w którym David Bowie wrócił tam skąd przybył. Dzień, w którym możemy razem wypić i posłuchać tej pięknej muzyki. Gasi swojego peta w doniczce na balkonie z widokiem na biedronkę, ludzi na przystanku i piękną, nową młodzież. Balkon mieści dwa krzesła i otaczającą nas roślinność, która nigdzie indziej nie miałaby ochoty bytu. Kurczak i ziemniaki razem z zupą przypasowały idealnie w nastrój mojego pijanego żołądka. Zmywanie talerzy przesunięte na niewiadomy nikomu termin. Czas debaty filmowej i festiwalu zwiastunów filmowych. Movie hour! Zakładając, że mamy koniec tygodnia, możemy przyjąć taktykę rozciągnięcia czasu do granic wytrzymałości naszej bądź jego. „Heroes” zaklina go najlepiej. Szklane popołudnie zamienia w lany wieczór, a twarde mięśnie we wzór chemiczny LSD.

A nowy rok zaczynamy od „Touch me.” Tak jak po północy zaczyna się alternatywna rzeczywistość. To go przyciąga jak magnes. Ja zawsze obstawiam opcję spokojnego zejścia w domu, ale miasto przecież czeka, czeka na nas. Mogę teraz oddać wszystko, aby móc mu towarzyszyć. „Przemysłowa” w deszczową noc połyka pijanych przechodniów, a na nas czeka suchy poranek. Wierzę, że to my budzimy miasto, a Słońce koi nasz ból. Butelka wina w promocyjnej cenie. Idę w swoją stronę, żegnam się z Nim, tak jakby jutro miał być… 12.01.2016.